Widzę potrzebę regulacji (chociaż nie jestem zwolennikiem)
Niech Cię nie dziwi, że tego typu wypowiedzi denerwują innych.
Klasyczne "niechcem ale muszem" działa, jak już powiedziałeś, niczym płachta na byka, na ludzi chociaż trochę ogarniających polityczną degrengoladę. Ty godzisz na zastany system idiotycznych kontroli czyli makaron nawijany na uszy taki jak, walka z terroryzmem czy pranie pieniędzy. A przecież to nie musi tak być, na to nie trzeba się zgadzać, ba, wręcz nie można, bo kto tu w końcu do licha rządzi? My czy "oni"?
Moim zdaniem jest tylko jedna akceptowalna forma regulacji.
Pisałem o tym dawno ale jakoś kariery post nie zrobił.
Zmiana statusu btc na prawny środek płatniczy nie wystarczy, choć byłaby pewnie całkiem fajna. Kluczem może być tylko Standard Bitcoina. Tak jak dawniej oparcie o kruszce budowało stabilność i dobrobyt, tak dziś sztywny parytet ma szansę uratować tonące systemy, pytanie tylko czy chcemy je ratować? Krypto-parytet do bitcoina równałby się zapewne windowaniem ceny 1go btc do miliardów dolarów, co jednocześnie zachwiałoby, jeśli nie zburzyło całkowicie obecny układ sił. Wszystko inne to tylko mydlenie oczu, więc lepiej nie robić nic a ten, jak go nazwałeś, krypto dziki zachód to przecież nic innego jak prawdziwa wolność i prawdziwa odpowiedzialność za własne czyny. Jeśli się tego boisz, to już jesteś niewolnikiem.
Nasze państwo rozpoznaje przecież własność cyfrową jako zwyczajną, z natury rzeczy fizyczną. Żadna inna interpretacja w tym kontekście, nie jest nam potrzebna. Pod płaszczykiem ochrony przed wyłudzeniami i oszustami, ukręcimy sobie siermiężny bat na własne tyłki, nic więcej.
A co do pytania z wątku, odpowiedź jest w zasadzie dość prosta. Wypadkową ceny uzyskuje się z samego mechanizmu giełdowego.
Wolny i nieskrępowany handel między domami giełdowymi, prowadzony przez niezależnych graczy jak i same giełdy, owocuje wyznaczeniem globalnej, uśrednionej wartości. Innymi słowy, prawo popytu i podaży wciąż jest poprawną odpowiedzią.
Zupełnie innym zagadnieniem będzie uczciwość zabiegów marketingowych, wizerunkowych czy lojalnościowych, prowadzonych przez domy giełdowe. Jakichkolwiek spisków możesz doszukiwać się już tylko wewnątrz kręgów właścicieli giełd. Mechanizmy spekulacyjne czyli de facto kradzieżowe nie są tutaj podmiotem. Jest nim użytkownik końcowy i jako taki również ma niebagatelny wpływ na kształtowanie wartości.
Jeśli twoim początkowym dociekaniem kierowało bardziej fundamentalne pytanie, "czy to wszytko jest fair", to najlepszą odpowiedź znajdziesz we własnym sumieniu. Moja opinia nie wiele tu zaważy, mimo to ją wygłoszę; nie jest. Według klasycznego, Arystotelesowskiego rozumienia, pieniądz sam w sobie nie może służyć do robienia pieniądza gdyż wynikową jest przeistoczenie się go w towar. Jako taki nie ma on przecież żadnej innej wartości dodanej, upraszczając niema sensu jego istnienie, co wynika z definicji. Lepiej i korzystniej dla gospodarki stosować będzie barter standaryzowany bądź umowny (patrz moja pierwotna teza).